Rozdział VI
Odwróciłam się, a za moimi plecami, obok ławki znajdującej się przy moim domu, stał brązowooki brunet.
- Mateusz, co ty tu robisz? - byłam bardzo zaskoczona jego obecnością
- Tak, to ja, we własnej osobie. Nie poznałaś mnie?- uśmiechnął się, widocznie był w lepszym humorze niż ja
- Nie mam ochoty na żarty, więc możesz sobie iść - Powiedziałam z nieukrywaną niechęcią.
Odwróciłam się na piecie i chciałam odejść, ale na ramieniu poczułam mocny uścisk dłoni. Mateusz nie chciał mnie puścić.
- Chodź ze mną. - powiedział przeszywającym spojrzeniem. Nie byłam w stanie mu odpowiedzieć, więc o odmowie nie było mowy. Delikatnie skinęłam głową, dopiero wtedy puścił żelazny uścisk jakim trzymał moje ramię.
Szliśmy w milczeniu ulicą, aż dotarliśmy do zaparkowanego na uboczu czarnego samochodu. Mateusz wyjął kluczyki do auta, otworzył mi drzwi i powiedział, abym wsiadła. Te zimne i oschłe słowa były pierwszymi jakie usłyszałam od niego po tym co się zdarzyło przed domem.
Beżowa tapicerka, miękkie siedzenia i ten duszący zapach odświeżacza, którego pewnie nigdy nie zapomnę tworzyły całkiem dobre wrażenie. Mateusz usiadł za kierownicą, odpalił silnik, i włączył radio. Dłuższy czas jechaliśmy w milczeniu przy dźwiękach muzyki. Widziałam, że mu to przeszkadza ale nie miałam wtedy ochoty na rozmowę z nim. W końcu nie wytrzymał, wyłączył radio i powiedział:
- Mów co się stało, bo dłużej nie wytrzymam tej pustej ciszy! - Nie znałam go takiego. Pierwszy raz uniósł głos od czasu kiedy się poznaliśmy. Przestraszyłam się go i bez namysłu opowiedziałam o wszystkim.
Gdy skończyłam tłumaczyć wszystko Mateusz zatrzymał samochód nad niewielkim jeziorkiem. Wysiadłam z samochodu, rozprostowałam nogi, a moje płuca wypełniło świeże powietrze. Miejsce było wspaniałe. Małe jeziorko o niezwykle czystej wodzie, rosnący w około las i do tego ten spokój sprawiał, że człowiek czuł się jak nowo narodzony.
Usiedliśmy na kocu, który Mateusz miał w bagażniku samochodu i przez pewien czas patrzyliśmy na taflę wody rozciągającą się przed nami. W okół nas panowała zupełna cisza, a jedyne co ją zakłócało, to szum gałązek wierzby, rosnącej niedaleko nas, poruszonych delikatnym wiaterkiem. Dziwiłam się dlaczego wcześniej nie wiedziałam o tym miejscu.
- Przepraszam cię za to jak się zachowałem przed twoim domem. Zareagowałem bardzo impulsywnie, ale nie chciałaś mnie słuchać. - powiedział ze skruchą Mateusz
- To ja ciebie przepraszam, zachowałam się chamsko, ale rozumiesz, że ta informacja o przeprowadzce nie była dla mnie łatwa. - poczułam się winna i zarazem nie chciałam, żeby znowu Mateusz był taki nieprzyjemny
- Ja się nie gniewam, w pewien sposób nie potrafię. - poczułam się dziwnie po tych słowach
- Nie rozumiem
- To trudne, nie chce teraz o tym rozmawiać. - poczułam się dziwnie po tych słowach.
Oboje położyliśmy się i patrzyliśmy w milczeniu na niebo. Słońce przebijało się przez kłębiaste chmury. Ta chwila była wspaniała, aż nie chciało mi się wracać do rzeczywistości.
- Chodź, przejdziemy się. - wyrwał mnie z rozmyślań Mateusz
- Dobrze.
Wstałam i ruszyliśmy brzegiem jeziora przeszliśmy kawałek drogi, gdy dostrzegłam kota.
- Patrz, kotek.- powiedziałam prawie jak rozradowane dziecko
- No i co z tego? - Mateusz był bezuczuciowy, a może i nawet zły.
Nie spodziewałam się tego, ale szary kot z białym brzuszkiem i rudawymi plamkami zaczął się do nas zbliżać. Podszedł do mnie, raz otarł się o moją nogę i usiadła przede mną patrząc swoimi zielonymi oczami. Od zawsze kochałam zwierzęta, a zwłaszcza koty. Niestety nie mieliśmy warunków, abym mogła mieć swojego pupila, dlatego wykorzystywałam wszelkie okazje do zabawy ze zwierzętami.
Tym razem nie zdążyłam jednak nacieszyć się zabawą, gdyż Mateusz zrobił coś czego w życiu bym się po nim nie spodziewała.
Zaszła pomyłka z autorem zdjęcia, za co serdecznie go przepraszam :)
________________________________________________
Oto kolejny rozdział :) Mam nadzieję, że pojawia się komentarze. Tym razem starałam się zwracać uwagę na wszystkie rady jakie uzyskałam.
Jak widać zmieniłam wygląd bloga. Nie wiem czy na lepsze, jednak wydaje mi się, że bardziej odzwierciedla jego tematykę :) Chętnie przeczytam waszą opinię, więc liczę na czytasz = komentujesz :D
Odwróciłam się na piecie i chciałam odejść, ale na ramieniu poczułam mocny uścisk dłoni. Mateusz nie chciał mnie puścić.
- Chodź ze mną. - powiedział przeszywającym spojrzeniem. Nie byłam w stanie mu odpowiedzieć, więc o odmowie nie było mowy. Delikatnie skinęłam głową, dopiero wtedy puścił żelazny uścisk jakim trzymał moje ramię.
Szliśmy w milczeniu ulicą, aż dotarliśmy do zaparkowanego na uboczu czarnego samochodu. Mateusz wyjął kluczyki do auta, otworzył mi drzwi i powiedział, abym wsiadła. Te zimne i oschłe słowa były pierwszymi jakie usłyszałam od niego po tym co się zdarzyło przed domem.
Beżowa tapicerka, miękkie siedzenia i ten duszący zapach odświeżacza, którego pewnie nigdy nie zapomnę tworzyły całkiem dobre wrażenie. Mateusz usiadł za kierownicą, odpalił silnik, i włączył radio. Dłuższy czas jechaliśmy w milczeniu przy dźwiękach muzyki. Widziałam, że mu to przeszkadza ale nie miałam wtedy ochoty na rozmowę z nim. W końcu nie wytrzymał, wyłączył radio i powiedział:
- Mów co się stało, bo dłużej nie wytrzymam tej pustej ciszy! - Nie znałam go takiego. Pierwszy raz uniósł głos od czasu kiedy się poznaliśmy. Przestraszyłam się go i bez namysłu opowiedziałam o wszystkim.
Gdy skończyłam tłumaczyć wszystko Mateusz zatrzymał samochód nad niewielkim jeziorkiem. Wysiadłam z samochodu, rozprostowałam nogi, a moje płuca wypełniło świeże powietrze. Miejsce było wspaniałe. Małe jeziorko o niezwykle czystej wodzie, rosnący w około las i do tego ten spokój sprawiał, że człowiek czuł się jak nowo narodzony.
Usiedliśmy na kocu, który Mateusz miał w bagażniku samochodu i przez pewien czas patrzyliśmy na taflę wody rozciągającą się przed nami. W okół nas panowała zupełna cisza, a jedyne co ją zakłócało, to szum gałązek wierzby, rosnącej niedaleko nas, poruszonych delikatnym wiaterkiem. Dziwiłam się dlaczego wcześniej nie wiedziałam o tym miejscu.
- Przepraszam cię za to jak się zachowałem przed twoim domem. Zareagowałem bardzo impulsywnie, ale nie chciałaś mnie słuchać. - powiedział ze skruchą Mateusz
- To ja ciebie przepraszam, zachowałam się chamsko, ale rozumiesz, że ta informacja o przeprowadzce nie była dla mnie łatwa. - poczułam się winna i zarazem nie chciałam, żeby znowu Mateusz był taki nieprzyjemny
- Ja się nie gniewam, w pewien sposób nie potrafię. - poczułam się dziwnie po tych słowach
- Nie rozumiem
- To trudne, nie chce teraz o tym rozmawiać. - poczułam się dziwnie po tych słowach.
Oboje położyliśmy się i patrzyliśmy w milczeniu na niebo. Słońce przebijało się przez kłębiaste chmury. Ta chwila była wspaniała, aż nie chciało mi się wracać do rzeczywistości.
- Chodź, przejdziemy się. - wyrwał mnie z rozmyślań Mateusz
- Dobrze.
Wstałam i ruszyliśmy brzegiem jeziora przeszliśmy kawałek drogi, gdy dostrzegłam kota.
- Patrz, kotek.- powiedziałam prawie jak rozradowane dziecko
- No i co z tego? - Mateusz był bezuczuciowy, a może i nawet zły.
Nie spodziewałam się tego, ale szary kot z białym brzuszkiem i rudawymi plamkami zaczął się do nas zbliżać. Podszedł do mnie, raz otarł się o moją nogę i usiadła przede mną patrząc swoimi zielonymi oczami. Od zawsze kochałam zwierzęta, a zwłaszcza koty. Niestety nie mieliśmy warunków, abym mogła mieć swojego pupila, dlatego wykorzystywałam wszelkie okazje do zabawy ze zwierzętami.
Tym razem nie zdążyłam jednak nacieszyć się zabawą, gdyż Mateusz zrobił coś czego w życiu bym się po nim nie spodziewała.
Zaszła pomyłka z autorem zdjęcia, za co serdecznie go przepraszam :)
________________________________________________
Oto kolejny rozdział :) Mam nadzieję, że pojawia się komentarze. Tym razem starałam się zwracać uwagę na wszystkie rady jakie uzyskałam.
Jak widać zmieniłam wygląd bloga. Nie wiem czy na lepsze, jednak wydaje mi się, że bardziej odzwierciedla jego tematykę :) Chętnie przeczytam waszą opinię, więc liczę na czytasz = komentujesz :D
Pozdrawiam Panna K
No, jest dobrze ;)
OdpowiedzUsuńWciąż robisz błędy - powtórzenia, interpunkcje, zły szyk lub budowa zdania - ale wyrobisz się. Każdy z czasem się wyrabia ^^
Pierwsza myśl, kiedy wysiedli nad jeziorkiem "Teraz ją zgwałci albo utopi". Tak właśnie działa mój chory umysł ;)
Zastanawia mnie co zrobił z kotem. Zabił? Kopnął? Utopił? Kopnął do jeziora, żeby się utopił? Nadepnął na ogon? W mojej głowie powstają tysiące możliwych scenariuszy.
Do następnej notki.
Pozdrawiam, Karo
Dziękuję:) Skupiłam się na opisach to zawaliłam zdania. Postaram się pogodzić obie te rzeczy :) Jeśli by ją utopił to niestety nie mogłaby ona opowiadać, więc narracja by się nie zgadzała, bo jak ktoś kto nie żyje może opisać swoją śmierć :P
OdpowiedzUsuńoświadczam że "główna" bohaterka ma teraz 4 malutkie kociaki...3 zajęte ale jeden zostaje...ktoś chce? :P
OdpowiedzUsuń