Translate

sobota, 16 listopada 2013

Wielki powrót

Witam witam :) Po dłuuuugiej nieobecności jestem chyba w stanie tu wrócić. Brak czasu ogrooomny, ale chwilkę dziennie postaram się znaleźć zawsze i coś napisać :) Zdziwieniem dla mnie była ilość wyświetleń. Mnie nie ma, ale ktoś i tak tu zagląda. Dziękuję :* 

Pozdrawiam Panna K

niedziela, 19 maja 2013

"Zakochana mimo wszystko" część VII

Rozdział VII

Już chciałam wziąć kota na ręce, a przynajmniej go dotknąć, gdy nagle tuż obok mojej dłoni, przeleciała noga Mateusza trafiając w biedne stworzenie.
- Co ty robisz?! - wykrzyknęłam w furii prawie się na niego rzucając
- Nic.- tym jednym słowem, wypowiedzianym bez żadnych uczuć, zdenerwował mnie już całkowicie.
Odwróciłam się i ruszyłam przed siebie. Nie chciałam na niego patrzeć. Gdyby ten Kot nie uciekł tak szybko prawdopodobnie zabierałabym go już do weterynarza. Cios zadany przez Mateusza musiał być bolesny, bez żadnych skrupułów kopnął zwierzęciem na niemałą odległość.

- O co ci chodzi? To tylko kot. Nie wiadomo jakie choróbsko ze sobą nosi. - próbował się nieskutecznie tłumaczyć
- "Tylko" kot, a może, "aż" kot? Też nie wiem jakie choróbsko ze sobą nosisz, ale rozmawiam z tobą, spotykam się. Co ty sobie wyobrażasz!? - wykrzyczałam na niego i szłam dalej nie zwracając uwagi na to, że nie wiem dokąd.

Mateusz podążał nadal za mną próbując mnie przeprosić, nie przynosiło to jednak żadnego rezultatu. Minęłam jego samochód i szłam dalej.
- Czekaj! Dokąd idziesz?
- Wracam do domu. - odpowiedziałam nawet się nie odwracając
- Ale to jest dość daleko, a poza tym nie wiesz jak to zrobić.
Nie wiem skąd ale miał rację, że nie wiem jak tu przyjechaliśmy. Zatrzymałam się, chwilę pomyślałam i rozważając wszystkie za i przeciw wsiadałam bez słowa do jego samochodu.

Jechaliśmy, a ja całą drogę się nie odezwałam, choć Mateusz cały czas chciał mnie przeprosić. Podjechał pod mój dom, wysiadłam i trzasnęłam drzwiami, nie żegnając się z nim.

Usłyszałam jak odjechał, wchodząc w drzwi, ale pomyślałam, że przecież dopiero stad uciekałam. Postanowiłam pójść do Wiolki. Wyjęłam telefon i zadzwoniłam, aby dowiedzieć się gdzie jest. Na szczęście była u siebie, więc szybkim krokiem ruszyłam w jej kierunku.

 Stanęłam przed drzwiami wejściowymi, nacisnęłam dzwonek. drzwi otworzyły się szybko, a za nimi stała moja przyjaciółka. Jak zwykle w dobrym stanie, pięknie ubrana, uśmiechnięta. Stałam tak przed nią nic nie mówiąc, nie wiedząc dlaczego w tym momencie dzisiaj już kolejny raz w moich oczach zagościły łzy.
- Co się dzieje. Nie rycz i wchodź do środka. - odezwała się Wiola i gestem ręki pokazał na wnętrze domu.
Nie zastanawiając się weszłam i pewnym krokiem podążałam w stronę dobrze znanego mi miejsca. Siadłam na stojącym po prawej stronie od drzwi fotelu. I nadal płakałam rzewnymi łzami. Wszelkie słowa kierowane przez Wiolkę do mnie, w ogóle nie docierały do mojej świadomości. Po dłuższych próbach i dużej ilości chusteczek była w stanie cokolwiek powiedzieć. Wyjaśniłam jej, że pokłóciłam się z Mateuszem, ze jestem na niego zła, ale to nie jest takie łatwe bo bardzo cierpię.
- Ewka nie przejmuj się, on nie jest tego wart. To zwykły facet, daj spokój. Widocznie na ciebie nie zasłużył. - moja przyjaciółka jak zwykle pocieszałam mnie. Zawsze bardzo lubiła zwalać całą winę na facetów. właśnie wtedy zrozumiałam, że ona wyjeżdża i nie wiem jak sobie poradzę bez niej.
- Ale to nie jest takie łatwe.- zaczęłam znowu płakać
- Właśnie, że jest! Przestań ryczeć, tak nie może być. Wychodzimy. - wydawała mi kolejne rozkazy, co w tym momencie przestało mi przeszkadzać.
- Ale ja nie chcę, zostańmy tutaj - próbowałam się wykręcić
- Nie ma mowy już zbieraj się. Masz 5 minut, żeby się doprowadzić do jakiegoś normalnego stanu i wychodzimy.
Nie miałam po co negocjować, a przede wszystkim nie miałam na to siły. Jak powiedziała, tak po 5 minutach wyszłyśmy.

- To gdzie chcesz iść? Sklepy, kino, a może coś innego? - za wszelką cenę chciała mnie rozweselić, ale byłam w tak złym humorze, że na nic się to zdawało.
- Chodźmy do domu...- byłam tak przybita, ze nie nie miałam ochoty na nic. Teraz zaczęłam żałować, że przyszłam do Wioli. Mogłam siedzieć w pokoju i płakać do poduszki, a teraz wiem, że moja najlepsza przyjaciółka nie da mi już spokoju.
- Nie ma mowy, w takim razie ja wybieram. - chwilę pomyślała - To idziemy do kina.
- Jednak wolę iść na zakupy. - zupełnie nie miałam ochoty na film, a do tego byłam prawie pewna, że Wiolka wybrałaby komedię, której z pewnością nie chciałam teraz oglądać.
- Dobra, masz kasę?
- No nie bardzo.
- Ja właśnie też nie, wiec ja wracam się do domu i zaraz do ciebie dołączam. Tylko bez żadnych numerów, ok?
- A mam inne wyjcie?

Po moich słowach już jej nie było, a ja ruszyłam w stronę mojego domu. Znowu ogarnął mnie potworny smutek, ale starałam się z nim walczyć, bo nie chciałam wybuchnąć płaczem na środku ulicy pełnej ludzi. Szłam powoli w zamyśleniu i Wiolka szybko mnie dogoniła.

-Wiesz zapomniałam ci jeszcze o czymś powiedzieć...


________________________________

Jeszcze raz bardzo przepraszam, ale niestety nie mogłam niczego wcześniej opublikować. :(  Mam nadzieję, że karygodnych błędów tu nie ma, i że choć trochę jest to ciekawe :) Jeśli czytasz, proszę, zostaw komentarz. Nieważne jaki on miałby być, krytyk, pochwała, wszystko będzie mnie motywowało :)

Na następna część tez możecie trochę czekać, gdyż koniec roku. Poprawy ocen i inne zamieszania z tym związane, każdy kto chodzi jeszcze do szkoły, wie o czym mówię :D Ale postaram się zrobić to jak najszybciej. Dziękuję i przepraszam jeszcze raz :)

Pozdrawiam Panna K




czwartek, 9 maja 2013

Z przeprosinami

Bardzo bardzo, ale to bardzo wszystkich przepraszam za brak kolejnego posta, ale na początku zdania mi się nie kleiły, a teraz nie mam czasu na nic i do tego dokładają mi nowe zajęcia. Myślę, że przez jakiś czas jeszcze nic się nie ukarze, bo aktualna część jest  w trakcie tworzenia... Mam nadzieję, że ci co chcą to czytać wybaczą mi tą niedyspozycję :) Jeszcze raz bardzo przepraszam i proszę o wybaczenie :)

Panna K

poniedziałek, 29 kwietnia 2013

"Zakochana mimo wszystko" część VI

Rozdział VI

Odwróciłam się, a za moimi plecami, obok ławki znajdującej się przy moim domu, stał brązowooki brunet.
- Mateusz, co ty tu robisz? - byłam bardzo zaskoczona jego obecnością
- Tak, to ja, we własnej osobie. Nie poznałaś mnie?- uśmiechnął się, widocznie był w lepszym humorze niż ja
- Nie mam ochoty na żarty, więc możesz sobie iść - Powiedziałam z nieukrywaną niechęcią.
Odwróciłam się na piecie i chciałam odejść, ale na ramieniu poczułam mocny uścisk dłoni. Mateusz nie chciał mnie puścić.
- Chodź ze mną. - powiedział przeszywającym spojrzeniem. Nie byłam w stanie mu odpowiedzieć, więc o odmowie  nie było mowy. Delikatnie skinęłam głową, dopiero wtedy puścił żelazny uścisk jakim trzymał moje ramię.

Szliśmy w milczeniu ulicą, aż dotarliśmy do zaparkowanego na uboczu czarnego samochodu. Mateusz wyjął kluczyki do auta, otworzył mi drzwi i powiedział, abym wsiadła. Te zimne i oschłe słowa były pierwszymi jakie usłyszałam od niego po tym co się zdarzyło przed domem.
Beżowa tapicerka, miękkie siedzenia i ten duszący zapach odświeżacza, którego pewnie nigdy nie zapomnę tworzyły całkiem dobre wrażenie. Mateusz usiadł za kierownicą, odpalił silnik, i włączył radio. Dłuższy czas jechaliśmy w milczeniu przy dźwiękach muzyki. Widziałam, że mu to przeszkadza ale nie miałam wtedy ochoty na rozmowę z nim. W końcu nie wytrzymał, wyłączył radio i powiedział:
- Mów co się stało, bo dłużej nie wytrzymam tej pustej ciszy! - Nie znałam go takiego. Pierwszy raz uniósł głos od czasu kiedy się poznaliśmy. Przestraszyłam się go i bez namysłu opowiedziałam o wszystkim.

Gdy skończyłam tłumaczyć wszystko Mateusz zatrzymał samochód nad niewielkim jeziorkiem. Wysiadłam z samochodu, rozprostowałam nogi, a moje płuca wypełniło świeże powietrze. Miejsce było wspaniałe. Małe jeziorko o niezwykle czystej wodzie, rosnący w około las i do tego ten spokój sprawiał, że człowiek czuł się jak nowo narodzony.

Usiedliśmy na kocu, który Mateusz miał w bagażniku samochodu i przez pewien czas patrzyliśmy na taflę wody rozciągającą się przed nami. W okół nas panowała zupełna cisza, a jedyne co ją zakłócało, to szum gałązek wierzby, rosnącej niedaleko nas, poruszonych delikatnym wiaterkiem. Dziwiłam się dlaczego wcześniej nie wiedziałam o tym miejscu.
- Przepraszam cię za to jak się zachowałem przed twoim domem. Zareagowałem bardzo impulsywnie, ale nie chciałaś mnie słuchać. - powiedział ze skruchą Mateusz
- To ja ciebie przepraszam, zachowałam się chamsko, ale rozumiesz, że ta informacja o przeprowadzce nie była dla mnie łatwa. - poczułam się winna i zarazem nie chciałam, żeby znowu Mateusz był taki nieprzyjemny
- Ja się nie gniewam, w pewien sposób nie potrafię. - poczułam się dziwnie po tych słowach
- Nie rozumiem
- To trudne, nie chce teraz o tym rozmawiać. - poczułam się dziwnie po tych słowach.
Oboje położyliśmy się i patrzyliśmy w milczeniu na niebo. Słońce przebijało się przez kłębiaste chmury. Ta chwila była wspaniała, aż nie chciało mi się wracać do rzeczywistości.

- Chodź, przejdziemy się. - wyrwał mnie z rozmyślań Mateusz
- Dobrze.
Wstałam i ruszyliśmy brzegiem jeziora przeszliśmy kawałek drogi, gdy dostrzegłam kota.
- Patrz, kotek.- powiedziałam prawie jak rozradowane dziecko
- No i co z tego? - Mateusz był bezuczuciowy, a może i nawet zły.
Nie spodziewałam się tego, ale szary kot z białym brzuszkiem i rudawymi plamkami zaczął się do nas zbliżać.  Podszedł do mnie, raz otarł się o moją nogę i usiadła przede mną patrząc swoimi zielonymi oczami. Od zawsze kochałam zwierzęta, a zwłaszcza koty. Niestety nie mieliśmy warunków, abym mogła mieć swojego pupila, dlatego wykorzystywałam wszelkie okazje do zabawy ze zwierzętami.

Tym razem nie zdążyłam jednak nacieszyć się zabawą, gdyż Mateusz zrobił coś czego w życiu bym się po nim nie spodziewała.




Zaszła pomyłka z autorem zdjęcia, za co serdecznie go przepraszam :)


________________________________________________



Oto kolejny rozdział :) Mam nadzieję, że pojawia się komentarze. Tym razem starałam się zwracać uwagę na wszystkie rady jakie uzyskałam.
Jak widać zmieniłam wygląd bloga. Nie wiem czy na lepsze, jednak wydaje mi się, że bardziej odzwierciedla jego tematykę :) Chętnie przeczytam waszą opinię, więc liczę na czytasz = komentujesz :D



Pozdrawiam  Panna K



środa, 24 kwietnia 2013

"Zakochana mimo wszystko" część V

Rozdział V


Weszłam do urządzonej w klasycznym stylu jadalni. Mama siedziała przy stole, a ja dostawiłam krzesło po jej prawej stronie. Teraz byłam odwrócona plecami do dużego okna, za którym widać było zachodzące słońce. Niewysoka, farbowana, szatynka o niebieskich oczach, bo tak wygląda moja mama, zajmowała ręce koronkowym obrusikiem, który leżał na stole. Nie wróżyło to nic dobrego, ponieważ zawsze jak szykuje się jakaś poważna rozmowa, ma ona problem z opanowaniem swoich rąk. Jak zwykle byłyśmy same.
- Nie wiem jak ci to powiedzieć - przerwała milczenie niepokojącymi mnie słowami mama - wyjeżdżamy stąd.
Na początku nie mogłam nic powiedzieć. Byłam bardzo zmieszana, zawiedziona, zaskoczona.... Targało mną wiele emocji, chciałam żeby to była nieprawda jakiś nieśmieszny żart. Czułam się tu bardzo dobrze i nie chciałam się wyprowadzać.
- Ale jak to? Dokąd?
- Jedziemy w góry, zamieszkamy w Zakopanem. - byłam zła, może bezsilna. Nie chciałam przyjąć tej wiadomości.
- Ale ja się stąd nie wyprowadzam! Tu jest mój dom i ja tu zostaje czy ci się to podoba czy nie - tym razem podniosłam głos ma mamę, choć rzadko to robiłam.
- Ale córuś...
- Nie mów do mnie córuś - nigdy mi to nie przeszkadzało, ale teraz zareagowałam szybko, prawdopodobnie nie chodziło o to jak na mnie nazwała, ale o całą tą rozmowę. Wstałam i wyszłam trzaskając drzwiami.

Szybko wybiegłam nie parząc na nic. Wiele myśli krążyło po mojej głowie, a w oczach miałam łzy. Nie wiem czy żalu, czy smutku. Wiedziałam, że chcę teraz być jak najdalej stąd.
Wyskoczyłam za drzwi i chciałam już biec gdziekolwiek, ale za placami usłyszałam swoje imię.





____________________________________________________________________


Taki króciutki, ale korzystam z okazji i dodaje :) Mam nadzieje, że bardzo zły nie jest i jako tako da się go czytać. Liczę na komentarze :)


wtorek, 23 kwietnia 2013

"Zakochana mimo wszystko" cześć IV

Rozdział IV


Podczas spaceru w kierunku miejsca, w którym dzisiaj mieliśmy spędzić czas zaczęliśmy rozmowę "o niczym". Przerwaliśmy ją wchodząc do bardzo przytulnej pizzerii. Ciepłe kolory ścian, wygodne fotele i kanapy, zrobiły na mnie duże wrażenie. I do tego ten zapach pizzy, tu był taki wyjątkowy. Od razu zgłodniałam.
- To co zamawiamy?- zapytał Mateusz
- Zdaję się na ciebie. Zgłodniałam i mogę zjeść konia z kopytami. - powiedziałam i oboje się zaczęliśmy śmiać
- No dobrze. Mam nadzieję, że będzie ci smakowało- powiedział, gdy opanowaliśmy nasz śmiech i zamówił pizzę.

Czekaliśmy chwilę na realizację naszego zamówienia. Trochę żartowaliśmy, trochę mówiliśmy poważnie.
W końcu dostaliśmy nasza pizze. Zaczęliśmy jeść. Po pewnym czasie Mateusz powiedział, że pójdzie po coś do picia. Wtedy miałam chwilę na myślenie. I właśnie wtedy stwierdziłam, że ja o nim prawie nic nie wiem.
Mateusz wrócił z dwoma kubkami herbaty i razem kończyliśmy jeść.
- Ale ja prawie nic o tobie nie wiem. Powiedz mi coś bo się dziwnie czuje. Ty wiesz o mnie tak dużo.- zaczęłam temat
- No, ale co chcesz wiedzieć?
- Tak na przykład, co studiujesz? - zadałam pierwsze lepsze pytanie
- Psychologię. - powiedział z dumą Mateusz
- Ooo, ciekawe. A dlaczego akurat psychologia?
- Nie wiem, od zawsze miałem jakąś chęć uczenia się w tym kierunku.- chyba sam nie wiedział co mi odpowiedzieć
- Ja od zawsze maluję i chcę to nadal robić.
- No widzisz, a ja nigdy nie umiałem malować. Śpiewać zresztą też. - powiedział i uśmiechną się do mnie.
Ten jego uśmiech niemalże mnie paraliżował.

Rozmawialiśmy tak dosyć długo. Nie poruszałam jednak tematu jego dzieciństwa bo ostatnim razem nie chciał o tym mówić. Postanowiłam z tym poczekać.

Mateusz odprowadził mnie jak zwykle pod sam dom. Pożegnaliśmy się i weszłam do domu. Mama już na mnie czekała. Zapomniałam o tym, że miałyśmy iść dzisiaj na zakupy. Gdy weszłam mama przywitała mnie słowami, że nie można na mnie polegać. Niestety nawet to nie popsuło mojego humoru. Widziałam, że podjęcie rozmowy z mamą nie ma sensu, wiec postanowiłam pójść do swojego pokoju. Założyłam słuchawki na uszy i włączyłam mój kochany rap.

Byłam tak "odcięta" od świata dłuższy czas, ale maiłam jednak obowiązki. Teraz postanowiłam wyjść z pokoju i coś zjeść. Zrobiłam sobie kilka kanapek i wróciłam do pokoju. Zaczęłam się uczyć. Jednak jakoś słabo mi to wychodziło, moją głowę opanował Mateusz. Zaczynałam sobie z tym nie radzić. Cały czas miałam przed oczami jego uzależniający uśmiech.

Nigdy nie lubiłam wtorków, a dzisiaj jeszcze do tego jestem zła sam na siebie,a może i na Mateusza, bo nic nie umiem. Wróciłam dosyć późno, a jak usiadłam do książek, też mi nie wychodziło nauczenie się kilku formułek. Gdy zasiadłam do testu nie znałam odpowiedzi na połowę pytań. Już w tedy wiedziałam, ze ten egzamin zawaliłam. Cały dzień chodziłam trochę smutna.

Uśmiech na mojej twarzy zagościł dopiero w tedy jak zobaczyłam Mateusza. Dzisiaj znowu czekał na mnie pod szkołą. Byłam razem z Wiolą Piotrkiem i Majką. Przedstawiłam ich sobie i ruszyliśmy razem w drogę. Majka, nasza dobra znajoma, odłączyła się od nas po drodze, a nasza czwórka poszła do pizzerii, którą zaproponował Mateusz. Podczas drogi dobrze nam się rozmawiało. Nawet chłopaki nawiązali nić porozumienia. Gdy weszliśmy do lokalu na twarzach mich znajomych malował się zachwyt. Ja, będąc tu drugi raz, nadal byłam pod dużym wrażeniem tego klimatu. Usiedliśmy przy stoliku i zamówiliśmy pizzę. Rozmowa była bardzo ożywiona i czas mijał bardzo szybko. Musiałam wracać do domu. Pożegnałam się ze znajomymi, a Mateusz zaproponował, że odprowadzi mnie do domu.

Szliśmy bardzo spokojnie, jakoś nie bardzo śpieszyło mi się z nim rozstawać.
- To kiedy jest ta studniówka? - zapytał w pewnym momencie Mateusz
- Zupełnie zapomniałam. - powiedziałam zgodnie z prawdą - za dwa tygodnie 17. - podałam mu ogólne informacje.
- Pewnie jesteś zakochana, jeśli zapomniałaś o tak ważnym wydarzeniu jak własna studniówka - oboje wybuchnęliśmy śmiechem
Nawet nie wiesz jak bardzo - pomyślałam w tym momencie
- A jak mam się ubrać? Jakieś szczególne wymagania? - zapytał trochę ironicznie
- Sama jeszcze nie wiem w czym pójdę, ale jeśli założysz garnitur i białą koszulę, nie będę miała nic przeciwko. - powiedziałam z uśmiechem - Jedynie dogadamy się co do krawat jak będę wiedziała jaki kolor będzie miała moja sukienka - wyjaśniłam
- Dobrze.

Własnie wtedy znaleźliśmy się przed moim domem. Przy pożegnaniu zrobiłam coś nowego, pocałowałam go w policzek. Na początku był zdziwiony, ale widziałam radosne płomyczki w jego oczach.

- Weszłam do domu, po którym roznosił się zapach, przyrządzonego przez mamę, obiadu.
Zdążyłam jedynie zostawić swoje rzeczy i z salonu dobiegł mnie głos kobiety, która mnie urodziła.
- Musimy poważnie porozmawiać - usłyszałam jej zimny głos






_____________________________________________________________________

Eh mały przestój. Nie jest tak, że nie mam weny, ale brak motywacji do pisania. Ciężko jest usiąść, ciężko napisać jedno zdanie, a kolejne są coraz trudniejsze. Jednak postaram się to jakoś naprawić. Proszę was o komentarze. Piszcie czy wam się podoba czy może jednak nie, czy rozdział za krótki, a może z długi, czy są jakieś błędy. Piszcie żebym wiedziała, że jesteście. Akcja nie jest może na razie fascynująca, ale w mojej głowie układa się scenariusz, który chciałabym wcielić już w najbliższym czasie. Więc dlatego gorąco zapraszam do obserwowania...
                                                                                      Pozdrawiam Panna K



sobota, 13 kwietnia 2013

"Zakochana mimo wszystko" Część III

Rozdział III

Podeszłam do Mateusza i przywitałam się. Widziałam, że się bardzo ucieszył z mojego przyjścia. Powiedział, że łanie wyglądam i zaproponował abyśmy się przeszli. Nie miałam nic przeciwko. Muszę przyznać, że było mi obojętne co będziemy robić. Cieszyłam się po prostu z tego, że ten czas spędzimy razem.
- Tak na prawdę nic o sobie nie wiemy. - zaczął Mateusz.
- Masz racje. To co chcesz wiedzieć.
- No na przykład czy masz chłopaka?- zapytał z lekkim uśmiechem
- Nie. A ty masz dziewczynę. - prawdopodobnie na mojej twarzy gościł taki sam uśmieszek
- Nie. A skąd pochodzisz? - Mateusz kontynuował pytaniami
- Mieszkam tu od urodzenia i na razie nie mam zamiaru się stąd przeprowadzać. - powiedziałam z pełną dumą
- Ja mieszkałem nad morzem, w małej wiosce, ale postanowiłem, że zamieszkam tu. Wyjechałem zaraz po maturze i zacząłem studia. - zaskoczył mnie tym
- A nie bałeś się tak odciąć od tego wszystkiego? Tak po prostu wyjechać? - chciałam wiedzieć coraz więcej o Mateuszu
- Tam i tak nie było lepiej. - powiedział dość tajemniczo
- A to znaczy? - byłam coraz bardziej wścibska
- Nie chce o tym teraz mówić. A ty co studiujesz ? - zmienił temat naszej rozmowy
- Jeszcze czekam na maturę, ale jak dobrze pójdzie to będę zdawała na ASP. - zaczęłam opowiadać o sobie
- A już miałaś studniówkę? - teraz on był bardziej dociekliwy
- Jeszce nie. Jest w przyszłym miesiącu - odpowiadałam na kolejne pytania
- Nie zapomniane przeżycie mówię ci. Jak ja bym chciał przeżyć swoją jeszcze raz. - Mateusz powiedział rozmarzonym głosem
- A może zechcesz pójść razem ze mną na moją. - skorzystałam  z okazji i zaprosiłam go.
- Na pewno masz kogoś lepszego. Nie mogę. - widziałam, że ma ochotę pójść
- Nie znam nikogo kto by tańczył lepiej niż ty, chcę żebyś ze mną poszedł. No, że chyba nie chcesz. - ciągnęłam dalej mając na dzieję, że się zgodzi
- Jeśli nalegasz, nie mam innego wyjścia. - powiedział z przekąsem

Spędziliśmy jeszcze trochę czasu w parku. Cały czas rozmawialiśmy. Jeszcze nigdy z żadnym facetem tak dobrze mi się nie rozmawiało. Zaczęło robić się późno. Powiedziałam, że muszę iść. Odprowadził mnie pod dom. Tam się pożegnaliśmy. Oboje nie chcieliśmy się jeszcze rozstawać.

Gdy weszłam do domu mama popatrzyłam na mnie pytającym wzrokiem.
- Znalazłam partnera na studniówkę - odparłam i weszłam do swojego pokoju.

Położyłam się na łóżku i włączyłam muzykę. Zaczęłam myśleć o tym co się dzieje i może stać. Cały czas miałam przed oczami jego piękną twarz. I te jego brązowe oczy... Po prostu mnie hipnotyzowały. Wyjęłam kartkę papieru i ołówek. Zaczęłam malować. Gdy skończyłam na kartce był Mateusz. Sama nie wiem, ale gdy na niego popatrzyłam westchnęłam.

Do końca dnia nie mogłam się na niczym skupić. Nawet to, że jutro miałam ważny egzamin nie sprawiło, że zaczęłam się uczyć. W poniedziałek rano wstałam i jak zwykle poszłam do szkoły. Niby zwykły dzień, ale ale wiele osób zauważyło, że jestem zupełnie inna. Jedynie Wiolka przy każdym pytaniu, co się stało, maiała uśmieszek na twarzy.
Gdy wychodziłam ze szkoły czekała na mnie miła niespodzianka. Przed brama mojej szkoły czekał Mateusz. Pożegnałam się ze znajomymi i popędziłam w jego stronę.

- Hej! - przywitał mnie z uśmiechem
- Hej, Ale co ty tu robisz? - Zapytałam zaskoczona jego obecnością
- Czekam na ciebie, ale jak nie chcesz to mogę sobie pójść. - czułam jak się ze mną droczy
- No jak już jesteś to możesz zostać- ciągnęłam jego grę słowną
- To jak? Będziemy tu stać czy gdzieś pójdziemy?
- Chodźmy, ale gdzie?
- Znam tu niedaleko pewien lokal.
- No to prowadź.




Liczę na komentarze. Dostałam już kilka porad, ale nie jest tak łatwo je wszystkie zastosować, aczkolwiek się staram. Mam nadzieję, że ktoś to czyta. Pozdrawiam.