Translate

wtorek, 23 kwietnia 2013

"Zakochana mimo wszystko" cześć IV

Rozdział IV


Podczas spaceru w kierunku miejsca, w którym dzisiaj mieliśmy spędzić czas zaczęliśmy rozmowę "o niczym". Przerwaliśmy ją wchodząc do bardzo przytulnej pizzerii. Ciepłe kolory ścian, wygodne fotele i kanapy, zrobiły na mnie duże wrażenie. I do tego ten zapach pizzy, tu był taki wyjątkowy. Od razu zgłodniałam.
- To co zamawiamy?- zapytał Mateusz
- Zdaję się na ciebie. Zgłodniałam i mogę zjeść konia z kopytami. - powiedziałam i oboje się zaczęliśmy śmiać
- No dobrze. Mam nadzieję, że będzie ci smakowało- powiedział, gdy opanowaliśmy nasz śmiech i zamówił pizzę.

Czekaliśmy chwilę na realizację naszego zamówienia. Trochę żartowaliśmy, trochę mówiliśmy poważnie.
W końcu dostaliśmy nasza pizze. Zaczęliśmy jeść. Po pewnym czasie Mateusz powiedział, że pójdzie po coś do picia. Wtedy miałam chwilę na myślenie. I właśnie wtedy stwierdziłam, że ja o nim prawie nic nie wiem.
Mateusz wrócił z dwoma kubkami herbaty i razem kończyliśmy jeść.
- Ale ja prawie nic o tobie nie wiem. Powiedz mi coś bo się dziwnie czuje. Ty wiesz o mnie tak dużo.- zaczęłam temat
- No, ale co chcesz wiedzieć?
- Tak na przykład, co studiujesz? - zadałam pierwsze lepsze pytanie
- Psychologię. - powiedział z dumą Mateusz
- Ooo, ciekawe. A dlaczego akurat psychologia?
- Nie wiem, od zawsze miałem jakąś chęć uczenia się w tym kierunku.- chyba sam nie wiedział co mi odpowiedzieć
- Ja od zawsze maluję i chcę to nadal robić.
- No widzisz, a ja nigdy nie umiałem malować. Śpiewać zresztą też. - powiedział i uśmiechną się do mnie.
Ten jego uśmiech niemalże mnie paraliżował.

Rozmawialiśmy tak dosyć długo. Nie poruszałam jednak tematu jego dzieciństwa bo ostatnim razem nie chciał o tym mówić. Postanowiłam z tym poczekać.

Mateusz odprowadził mnie jak zwykle pod sam dom. Pożegnaliśmy się i weszłam do domu. Mama już na mnie czekała. Zapomniałam o tym, że miałyśmy iść dzisiaj na zakupy. Gdy weszłam mama przywitała mnie słowami, że nie można na mnie polegać. Niestety nawet to nie popsuło mojego humoru. Widziałam, że podjęcie rozmowy z mamą nie ma sensu, wiec postanowiłam pójść do swojego pokoju. Założyłam słuchawki na uszy i włączyłam mój kochany rap.

Byłam tak "odcięta" od świata dłuższy czas, ale maiłam jednak obowiązki. Teraz postanowiłam wyjść z pokoju i coś zjeść. Zrobiłam sobie kilka kanapek i wróciłam do pokoju. Zaczęłam się uczyć. Jednak jakoś słabo mi to wychodziło, moją głowę opanował Mateusz. Zaczynałam sobie z tym nie radzić. Cały czas miałam przed oczami jego uzależniający uśmiech.

Nigdy nie lubiłam wtorków, a dzisiaj jeszcze do tego jestem zła sam na siebie,a może i na Mateusza, bo nic nie umiem. Wróciłam dosyć późno, a jak usiadłam do książek, też mi nie wychodziło nauczenie się kilku formułek. Gdy zasiadłam do testu nie znałam odpowiedzi na połowę pytań. Już w tedy wiedziałam, ze ten egzamin zawaliłam. Cały dzień chodziłam trochę smutna.

Uśmiech na mojej twarzy zagościł dopiero w tedy jak zobaczyłam Mateusza. Dzisiaj znowu czekał na mnie pod szkołą. Byłam razem z Wiolą Piotrkiem i Majką. Przedstawiłam ich sobie i ruszyliśmy razem w drogę. Majka, nasza dobra znajoma, odłączyła się od nas po drodze, a nasza czwórka poszła do pizzerii, którą zaproponował Mateusz. Podczas drogi dobrze nam się rozmawiało. Nawet chłopaki nawiązali nić porozumienia. Gdy weszliśmy do lokalu na twarzach mich znajomych malował się zachwyt. Ja, będąc tu drugi raz, nadal byłam pod dużym wrażeniem tego klimatu. Usiedliśmy przy stoliku i zamówiliśmy pizzę. Rozmowa była bardzo ożywiona i czas mijał bardzo szybko. Musiałam wracać do domu. Pożegnałam się ze znajomymi, a Mateusz zaproponował, że odprowadzi mnie do domu.

Szliśmy bardzo spokojnie, jakoś nie bardzo śpieszyło mi się z nim rozstawać.
- To kiedy jest ta studniówka? - zapytał w pewnym momencie Mateusz
- Zupełnie zapomniałam. - powiedziałam zgodnie z prawdą - za dwa tygodnie 17. - podałam mu ogólne informacje.
- Pewnie jesteś zakochana, jeśli zapomniałaś o tak ważnym wydarzeniu jak własna studniówka - oboje wybuchnęliśmy śmiechem
Nawet nie wiesz jak bardzo - pomyślałam w tym momencie
- A jak mam się ubrać? Jakieś szczególne wymagania? - zapytał trochę ironicznie
- Sama jeszcze nie wiem w czym pójdę, ale jeśli założysz garnitur i białą koszulę, nie będę miała nic przeciwko. - powiedziałam z uśmiechem - Jedynie dogadamy się co do krawat jak będę wiedziała jaki kolor będzie miała moja sukienka - wyjaśniłam
- Dobrze.

Własnie wtedy znaleźliśmy się przed moim domem. Przy pożegnaniu zrobiłam coś nowego, pocałowałam go w policzek. Na początku był zdziwiony, ale widziałam radosne płomyczki w jego oczach.

- Weszłam do domu, po którym roznosił się zapach, przyrządzonego przez mamę, obiadu.
Zdążyłam jedynie zostawić swoje rzeczy i z salonu dobiegł mnie głos kobiety, która mnie urodziła.
- Musimy poważnie porozmawiać - usłyszałam jej zimny głos






_____________________________________________________________________

Eh mały przestój. Nie jest tak, że nie mam weny, ale brak motywacji do pisania. Ciężko jest usiąść, ciężko napisać jedno zdanie, a kolejne są coraz trudniejsze. Jednak postaram się to jakoś naprawić. Proszę was o komentarze. Piszcie czy wam się podoba czy może jednak nie, czy rozdział za krótki, a może z długi, czy są jakieś błędy. Piszcie żebym wiedziała, że jesteście. Akcja nie jest może na razie fascynująca, ale w mojej głowie układa się scenariusz, który chciałabym wcielić już w najbliższym czasie. Więc dlatego gorąco zapraszam do obserwowania...
                                                                                      Pozdrawiam Panna K



2 komentarze:

  1. Ojejku, mój poprzedni komentarz pozostawia wiele do życzenia.
    Niby jest dobrze, ale twój styl "wymaga szlifu" Musisz dużo ćwiczyć, bo niektóre budowane przez ciebie zdanie nie brzmią ładnie. Interpunkcja (chodzi mi właściwie tylko o przecinki) również pozostawia trochę do życzenia.
    Sama historia jest w porządku, ale chyba jednak za szybko się dzieje. Zrobiłabyś jakieś miłosne podchody, czy coś w ten deseń. Dodaj więcej opisów. Wiem tylko jak wyglądają bohaterowie (i to nie wszyscy), a o ich otoczeniu nie mam zielonego pojęcia.
    Moja rada - ćwicz, dużo ćwicz. Zacznij pisać inne opowiadanie, tak dla siebie. Mnie bardzo długo zajęło nauczenie się jako- tako budować ładne zdania i dodawać więcej opisów, nie tylko takie zdawkowe uwagi o wyglądzie bohaterów.
    Ale się rozpisałam xd
    Pozdrawiam, Karo

    OdpowiedzUsuń
  2. Dziękuję za komentarz. Starem się brać do serca wszystkie uwagi i się do nich stosować. Mam nadzieje, że kiedyś dojdę do zadowalającego poziomu :)

    OdpowiedzUsuń